• Wpisów:16
  • Średnio co: 61 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 17:06
  • Licznik odwiedzin:1 997 / 1052 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Witajcie Moje Chudzinki! O ile ktoś tu jeszcze zagląda...

Nie było mnie tu dwa miesiące..

W międzyczasie bywało naprawdę różnie. Obecnie jestem na etapie pogrążania się w nauce i próbie wyjścia z depresji. Nie brzmi to ciekawie, prawda?

Nie schudłam, ale udało mi się utrzymać wagę i jeść zdrowo. Ćwiczenia musiałam porzucić na dłuższy czas z powodów zdrowotnych, a także z powodu tatuażu, który zrobiłam sobie na żebrach. Byłam także na krótkim urlopie w Polsce, odpoczęłam psychicznie, ale po powrocie znowu zrobiło się ciężko.

Za 10 dni wraca mój K. Mam nadzieję, że w końcu wezmę się w garść pod każdym względem i odzyskam ochotę do działania.

Obecnie szukam pracy i staram się przygotować do egzaminu z języka, który będę zdawać na przełomie maja i czerwca. I staram się myśleć pozytywnie o przyszłości, choć to mój najtrudniejszy życiowy cel na ten moment.

Mam nadzieję, że chociaż Wam wszystko dobrze się układa..
 

 
Wczoraj po pracy po prostu padłam na łóżko i zasnęłam, więc dzisiaj dodam dwa bilanse:

Wczoraj:
*garść płatków owsianych, banan, trochę jogurtu naturalnego
*100g lekkiego serka wiejskiego, kromka wasa
*jakiś pikantny wywar z zupy gotowanej na kurczaku (nie wiem dokładnie, jadłam w pracy )
*makaron tagiatelle, sos pomidorowy, papryczka chili, brokuły (wow)

+45 minut na bieżni

Dzisiaj:
*100g serka wiejskiego + 1 wafel ryżowy
*2 kromki wasa z lekkim serkiem Philadelphia, 4 plastry pomidora
*jogurt truskawkowy
*plaster serka topionego

+30 min na bieżni, 10 minut na skakance i mega sprzątanie domu

zważyłam się przed chwilą, jeszcze 0,5kg i będzie 55!!!

chudego ;*
  • awatar Natasza.: Piękne bilansiki! ;> Oby tak dalej. Trzymam kciuki ;>
  • awatar strive.to.dreams: Widzę, że zdrowo ^^ W tym drugim bilansie malutko kcal wyszło, jak podliczyć na oko, więc mogłaś coś jeszcze dołożyć, ale i tak jest świetnie ;D Gratuluję spadku! ;*
  • awatar happy.life: Uuu... pięknie jest! Oby tak dalej! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Po duuuuużo za długiej przerwie wracam dwa razy weselsza, dwa razy silniejsza i jeszcze bardziej zmotywowana!

Koniec kłótni z K. (przynajmniej na razie...), koniec zawodzenia samej siebie, koniec użalania się nad sobą, koniec z naprzemiennymi głodówkami i napadami obżarstwa.

Przez ostatnie dni nie pisałam, bo nie wiedziałam co napisać. Potrzebowałam czasu, żeby wszystko sobie w główce poukładać, przemyśleć to i owo i zdecydować czego ja tak w ogóle chcę.

I już wszystko wiem.

Kupiłam karnet na siłownię (ba! podpisałam z siłownią roczną umowę, teraz już nie ma przebacz!), ładne wdzianko i buciki (nowy start, nowe ubrania- na siłowni też trzeba wyglądać ), skakankę, matę do ćwiczeń oraz tę piekielną maszynę do gotowania na parze )
Ze swojego jadłospisu wyrzuciłam wszystko co smażone i tłuste. Nie rezygnuję całkowicie z chleba, ale wybieram tylko ciemne pieczywo, ewentualnie wasa lub wafle ryżowe.
Cukier do herbaty zastąpiłam miodem z akacji, nie podjadam wieczorem (nawet nie mam ochoty), oczywiście całkowity brak słodyczy. Zamiast tego mam owoce- świeże i suszone, orzeszki, migdały. I baaaaardzo dużo wody oraz zielonej herbaty.

Działam tak od kilku dni i już czuję się o niebo lepiej. Zaczęłam lepiej spać, nie trzęsę się ciągle z zimna, a moja twarz nie wygląda na taką zmęczoną. Po treningu mam mnóstwo energii, a zazwyczaj ze zmęczenia ledwo stałam na nogach. Nie liczę kalorii, wybieram to, co wydaje mi się zdrowe. Oczywiście muszę się jeszcze wiele nauczyć, ale myślę, że jestem na dobrej drodze.

+ zamówiłam sobie prenumeratę Women's Health'a (jak cudownie, że wysyłają za granicę) i teraz ta cudna gazetka jest moją "biblią" (oczywiście wszystko w granicach rozsądku)

Dziewczyny Kochane, życzę Wam, żeby natchnęło Was na takie przemyślenia. Czy faktycznie warto tak się katować i niszczyć... Ja już mam swoją odpowiedź.

P.S. padła mi bateria w wadze, a ja zakręcona oczywiście nie mam czasu kupić... no nic, będzie, to się zważę

Dzisiaj:

*2 kromki ciemnego chleba z serkiem Philadelphia Light
*mały jogurt truskawkowy
*sałatka (garść rukoli, pół pomidora, pół mozzarelli z łyżeczką czerwonego pesto) + mały placek tortilli
*woda, zielona herbata

*35 minut na bieżni
*20 minut ćwiczeń na pośladki i uda
*14 minut ćwiczeń na brzuch
  • awatar Dążę do perfekcji....: Śliczny bilans, bardzo dobrze, że nie patrzysz tak na kalorie, to bardzo dobra droga :) Cieszę się że lepiej się czujesz :*
  • awatar lemonkass: super bilans..możesz mi powiedzieć jak ściągasz filmiki na kompa ?
  • awatar bulimirektyczka: Masz rację, walczymy z wagą, ale przede wszystkim na szali stawiamy swoje zdrowie. To ono powinno być najważniejsze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Potrzebuję napisać kilka słów wyjaśnienia, co działo się ze mna w ciągu ostatnich kilku dni. Jestem na skraju załamania psychicznego, przestałam radzić sobie ze sobą, ze swoim związkiem, ze swoją dietą i ze swoim życiem. Ciągle kłótnie z K. dały mi mocno w kość, nie potrafimy się dogadać, niszczymy się na wzajem, a w połączeniu z moją i tak już zniszczoną psychiką, to mieszanka mocno wybuchowa. Zmuszam się, żeby wstać z łóżka do pracy, płaczę, że muszę się ubrać, umyć zęby, wyjść z domu, funkcjonować.. i wypisuję to tutaj (za co przepraszam, bo nie taki jest cel tego bloga), bo nie mam już komu powiedzieć. Nie mam sił dziewczyny, zwyczajnie nie mam siły...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ok, dzisiejszy dzień jest po prostu nie do opisania. Ale... wszystko w jakiś sposób ma swoje plusy.

Po pierwsze, przekonałam się, że moje dotychczasowe metody (czyli kompletny chaos i wstrzymywanie się od jakiegokolwiek jedzenia, a w nocy podkradanie z lodówki -.-) są zupełnie bez sensu.
Nie mam tak silnej woli, żeby zupełnie nic nie jeść, jeszcze nie teraz. Od czegoś trzeba zacząć.

Postanowiłam narzucić sobie dużo bardziej "rygorystyczne" i trochę zdrowsze warunki. W końcu każdy dzień jest odpowiedni, żeby zacząć od nowa.

Po pierwsze i najważniejsze- zero słodyczy, chleba, bułek i innego typu pieczywa, tłustego mięsa, gazowanych i sztucznych napojów. Zamiast chleba- wasa i wafle ryżowe, zamiast napojów- woda, zielona herbata, ew. sok ze świeżych owoców

Po drugie- ruch CODZIENNIE, jakikolwiek by miał nie być, czy godzina treningu czy choćby 100 przysiadów, każdy jest wskazany

Po trzecie- Wyznaczam sobie określone zadania każdego dnia (co by się nie zastanawiać czy posprzątać dzisiaj czy jutro, a do sklepu może później... bo zazwyczaj kończy się tym, że nic nie robię, tylko siedzę przy laptopie cały dzień), a także przykładowy jadłospis na przynajmniej tydzień

I wreszcie po czwarte- każdego dnia znajduję chwilę tylko dla siebie, bo tego brakuje mi od wieków... a w końcu wszystko to po to, by być szczęśliwą, prawda?

No, napisałam się, to teraz biorę się za jadłospis, który wywieszę na lodówce i przysięgam, że zjem tą kartkę jeśli tym razem wszystko spieprzę!

P.S. z tej wściekłości na dzisiejszy dzień zrobiłam rewolucję w lodówce, wyrzuciłam wszystko, co uznałam za tłuste, niezdrowe lub zbyt kaloryczne. po czym udałam się na zakupy i śmiało mogę stwierdzić, że teraz już nie mam od czego przytyć

mam nadzieję, że u Was wszystko ok! ;*
  • awatar Infin: dodałam do znajomych "jak coś" i usunęłam z obserwowanych, bo będę udostępniać wpisy tylko osobom z tej pierwszej listy :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiejszy bilans:
*Kawa, pół sałatki z kuczakiem

Ciężki wieczór, ciężka noc, za dużo kłótni... nie wiem już co mam myśleć, co mam robić. Na pewno się nie poddam, pod żadnym względem. Mam za dużo do stracenia.

Jutro pracuję rano, ale mam w końcu wolne popołudnie (nie licząc kursu...) więc będę mogła porządnie poćwiczyć, może odreaguję ostatni stres

jak u Was, chudzinki?
 

 
Witam po weekendzie mam nadzieje, ze wasz był udany, bo mój pół na pół.. jedzenie pod kontrola, impreza prawie udana (K. Ma focha, ze poszlam gdzieś bez niego...). Ilość alkoholu, który wypiłyśmy przekroczył ludzkie pojęcie, za co sromotnie odpokutowałyśmy na drugi dzień pracy...
Waga bez zmian, w tym tygodniu muszę się bardziej przyłożyć. Obecnie piję zieloną herbatę, a na obiad do pracy zabrałam pół małej piersi kurczaka, trochę ryżu i sałatę. I to w sumie jedyny posiłek na dzisiaj, w domu zjadłam tylko mandarynkę.

Bez inspiracji, bo z telefonu. Chudości! ;*
  • awatar bulimirektyczka: @ to tabletki która bierze się przed treningiem i pomagają więcej tłuszczu spalać. Dla mnie to działa bardzo w głowie potrzebuję tego. A jojo? widzisz ile ja jem ? nie grozi mi! czasem owszem zdarza się napad ale już coraz więcej umiem to kontrolować. też się nauczysz zobaczysz!
  • awatar chudajakmodelkateraz: wow! bardzo mało jedzonka
  • awatar lemonkass: oj mało jedzenia :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
edit do wczorajszego bilansu:
wstyd się przyznać, ale komu, jak nie Wam... wczoraj nie mogłam zasnąć, byłam strasznie głodna i zjadłam jeszcze dodatkową kanapkę
rano od razu pobiegłam na wagę i "na szczęście" nic się nie zmieniło.

dzisiaj wieczorem już raczej nie napiszę, bo na 14 lecę do pracy, po pracy na chwilę do domu się umyć i przebrać, a potem do koleżanki na nockę. umówiłyśmy się, że przygotujemy jakieś jedzenie, trochę mi się nie podoba takie żarcie po nocy, ale ma być zdrowo i bez słodyczy, więc może nie będzie tak tragicznie. oczywiście zjem jak najmniej, a później wszystko wytańczę.

na wszelki wypadek mam dzisiaj mini post, tzn, że do pracy wezmę sobie tylko trochę lekkiego serka wiejskiego z ogórkiem, a przed pracą nic. wypiję zieloną herbatkę, poczekam aż mi się trochę zatoki ogarną i poćwiczę

udanego weekendu chudzinki! ;*
 

 
dzisiejszy bilans:

*60g lekkiego serka wiejskiego + pomidorek koktajlowy, kilka plastrów ogórka i kromka pieczywa wassa
*100g brokułów
*mały pomidor, kilka plastrów ogórka, 3 łyżeczki jogurtu naturalnego, 2 kawałki pieczywa czosnkowego (też nie wiem wtf, ale w pracy mi podsunęli,a pachniało tak ładnie...)

+zielona i woda

jestem wykończona, idę spać :<
 

 
jedzenie na dziś zakończone, teraz zostaje już tylko zielona herbata

bilans:
*jogurt+owoce
*trochę makaronu z beszamelem
*banan
*zielona herbata

jestem z siebie dumna, bo nie pije już tak dużo kawy jak zwykle. i jako, że od niedawna powróciłam do diety, nie chce od razu przestać jeść, dlatego też staram się jeść w miarę "normalne" obiady (jeśli można tak nazwać porcje jak dla kota )

dzisiaj chcę jeszcze zrobić prawie wszystko, co zadała nam cudowna Stine na kursie (serio, tyle tego, że czuję się jakbym wróciła do liceum...) no i koniecznie chociaż trochę poćwiczyć. jutro już niestety wracam do pracy, koniec leniuchowania... ale i więcej ruchu

mam nadzieję, że u Was pozytywnie!

EDIT:
olałam naukę norskiego (tzn.norweskiego) na rzecz 40 min z Mel B i jest cudownie

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Zważyłam się, zmierzyłam...
waga pozytywnie mnie zaskoczyła 56,3 kg
wymiary: udo 52, biodra 85, talia 65, piersi 80

plany na dziś... brak. muszę coś wymyślać na bieżąco, bo zwariuję sama w domu. chyba stworzę sobie jadłospis na cały tydzień i wybiorę się na zakupy. będzie mi łatwiej trzymać się zdrowego odżywiania. +owoce mi się pokończyły, muszę uzupełnić zapasy bo ostatnimi czasy się od nich uzależniłam

póki co:
*ś: mały jogurt +kilka borówek i truskawek, zielona herbata

chudego dnia! ;*
 

 
w końcu mogę tu zajrzeć poprzez laptopa, a nie telefon

ważyłam się rano- 57,5kg. bez szału, ale po ostatnim
tygodniu byłam pewna, że zobaczę trochę więcej,a tu nic na szczęście.
muszę się przyznać, że dzisiaj miałam lenia i z łóżka wstałam dopiero o 13 ) (jak to cudownie mieć cały dzień wolny!)
wczoraj w pracy dostałam jakąś cudowną tabletkę z Turcji, a dzisiaj prawie, że zdrowa jak ryba, jestem w szoku!

trochę się kręcę, nie wiem co ze sobą zrobić, próbuję się powstrzymać przed wieczornym podjadaniem...

chwila na skype z K. (mój ukochany ), opatulę się w koc i będę oglądać seriale

dzisiejszy bilans nie najgorszy, nie najlepszy.
siostra K. zaprosiła mnie na obiad, ja oczywiście nie umiem się wykręcić, więc wpadłam przed szkołą.

bilans:
*2 łyżki ziemniaków bez tłuszczu, kawałek kotleta bez panierki i sałata.
*borówki z małym jogurtem.
*2 kawy i 2 zielone herbaty

jutro rano (tzn jak już postanowię wstać z łóżka) zmierzę się, zważę jeszcze raz i zrobię zdjęcia, żeby za kilka miesięcy być z siebie dumna i będę powtarzać te czynności regularnie

słodkich snów chudzinki ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie będę kłamać, ostatnimi dniami mocno popłynęłam... trwająca cały weekend impreza urodzinowa przeplatana z pracą wyczerpały wszystkie moje siły, a w dodatku dały mi padkudną grypę... nie wspominając o samopoczuciu. -13 Na zewnątrz i prawie całodobowa ciemnica + pustka w domu też dokładają swoje trzy grosze. małe bilanse trafił szlag, ćwiczenia trafił szlag... muszę się jakoś pozbierać do kupy, bo jak tak dalej pójdzie..

Skoro już się pożaliłam i wytłumaczyłam czas zacząć działać. Ćwiczenia jeszcze muszą zaczekać, bo cała ledwo się ruszam przez to choróbsko wredne, ale dieta powraca. trzymajcie kciuki :-)
  • awatar Infin: Mimo ostatnich dni - powodzenia i wytrwałości w postanowieniach :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dziś rano waga wskazała 57,6. Niby mniej, a jednak wciąż za dużo... moim małym ukrytym celem jest osiągnąć wymarzone 50. A później... okaże się

*Stan na chwile obecną*
1 gotowane jajko, 3 pomidorki koktajlowe, 3 plastry ogórka, pół banana, mała sałatka owocowa, mały jogurt truskawkowy, 2 kawy.

Długa lista ćwiczeń brak, od 9 do 22 jestem w pracy
Inspiracji też brak, nie wiedzieć czemu nie mogę dodać telefonem...
  • awatar determitedd: Bilans kalorycznie wyniósł baardzo mało. Też mam cel 50 kg, a później się zobaczy ;D Osobiście jeszcze chcę ładne, umięśnione ciałko ;D Ale jak na razie głównie pracuję nad spadkiem wagi.. i cm!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
tak więc... nie będę się przedstawiać, opowiadać historii swojego życia (no, może z czasem i po trochę), napiszę więc tylko po co.
od kilku lat toczę walkę między normalnością, a obsesją. już w podstawówce miałam problemy żywieniowe, które znikały i pojawiały się na nowo. mimo upływu lat, mimo, że zmieniło się wszystko, ja jednak nie potrafię się z tym uporać. podejmuję więc walkę na nowo, lub jak kto woli- poddaję się temu, co widocznie we mnie niezwyciężone

zaczynamy
 

 
witam wszystkich jako, że jestem tu "nowa" mam nadzieję, że z czasem przybędzie zarówno tych tylko podglądających jak i wspierających

dzień zaczęty 30 minutowym treningiem, oby tak dalej

później postaram się sklecić jakieś słowa wstępu, ale teraz cóż... praca czeka

całusy!